Prace konkursowe Akademia

Powrót do listy

Takie jest życie  

autor: Barbara Toroj

II miejsce w konkursie "Opowiedz swoją historię". 

 

Zastanawiałam się, którą z historii ze swojego życia mogłabym opisać. Jestem 60plus, więc trochę różnych zdarzeń miało miejsce przez te lata. Zdecydowałam, że napiszę o tym, które wydarzyło się dawno temu, w 1966 r. , bo ono zaważyło na dalszym moim życiu. Pochodzę z małej (wtedy kieleckiej) wioski. We wrześniu 66 r. byłam uczennicą ósmej klasy SP w pobliskiej wsi.

12 września był pięknym słonecznym dniem. Rano pobiegłam do szkoły w szkolnym fartuszku i sandałach. Pamiętam wszystko jakby to było wczoraj.
Lekcja historii, nauczyciel, którego nazwisko do dziś pamiętam. Nagle słyszymy krzyk ludzi gromadzących się na drodze: Kolonia się pali! Pożar! (Okoliczni mieszkańcy Kolonią nazywali wioskę, w której mieszkałam). Cała klasa wybiegła na drogę. To co zobaczyłam było straszne. Słupy ognia buchały w górę w miejscu gdzie były zabudowania mojej rodziny. Chciałam biec tam i nie mogłam. Bałam się potwornie. W końcu ruszyłam na przełaj, przez pola, do domu.
         Do domu, którego już nie było... Wszystko spłonęło. Niczego nie dało się wynieść. Ocalało to, co mieliśmy na sobie. Mało. Prawie nic. Mama płakała, ja i czwórka rodzeństwa też. Tato nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, siadł i chyba płakał. Nasze i sąsiada zabudowania płonęły, a my staliśmy i patrzyliśmy bezsilni. Nikt z ludzi nie ucierpiał. Niestety, zginęły w tym  pożarze zwierzęta. M.in. nasz kochany piesek.
        Zostaliśmy bez dachu nad głową. Wtedy pomogli dobrzy ludzie. Przywozili odzież, pościel, żywność. Zamieszkaliśmy w tej samej wsi u brata mojego ojca. Mieli nowy dom, a my mogliśmy wprowadzić się do starej lepianki. Ważne, że był dach nad głową.

W listopadzie brat ojca, mój ojciec chrzestny, zabrał mnie do Lublina. Byłam najstarszą z piątki rodzeństwa. Rodzina zdecydowała, że ósmą klasę skończę już w Lublinie. No i tak z dnia na dzień z malutkiej, deskami zabitej wioski trafiłam do dużego miasta, do nowej szkoły. Na szczęście zawsze byłam śmiała, wygadana i to mi bardzo pomogło w nowym środowisku. A że uczennicą też byłam nie najgorszą to radziłam sobie całkiem dobrze. Doskonale pamiętam dwie koleżanki, które pobiły się bo obie chciały ze mną siedzieć w ławce. Oczywiście, były też przykre sytuacje, ale to bez znaczenia. Szybko uczyłam się życia w mieście i co raz lepiej dawałam sobie radę ze wszystkim.
        Teraz nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej. Wrosłam w to MOJE miasto. Przecież przyjechałam tu jako czternastoletnia dziewczynka.
Tu kończyłam szkoły, pracowałam, wyszłam za mąż, rodziłam dzieci. Tu mam przyjaciół, znajomych. Nigdzie nie czuję się tak dobrze, bezpiecznie jak tutaj.
        Pewnie, że nie zawsze było lekko, łatwo i przyjemnie. Takie jest życie. Jednak staram się pamiętać te dobre, szczęśliwe chwile i cieszyć tym, co mam.
A mam kochane, mądre, wykształcone dzieci. Mam ukochane wnuczęta. Wszyscy zdrowi, i to jest najważniejsze.
        Nie wiem co byłoby, jak by się potoczyło moje życie, gdyby nie to zdarzenie przed laty. Jednak myślę, że ,,gdybanie" nie ma sensu. Wszystkiego nie da się zaplanować, przewidzieć.
        Zawsze będę ogromnie wdzięczna mojej Rodzinie za to, że tak serdeczną opieką mnie wtedy otoczyła i bardzo, bardzo pomogła.


Godło RP