Prace konkursowe Akademia

Powrót do listy

Lusiu, Lusieńko  

"Lusiu, Lusieńko"

autor Jolanta Szydłowska-Śwituszak 

 III miejsce w konkursie "Opowiedz swoją historię".  

„Lusiu, Lusieńko, co ty robisz? Jak można tak skakać, kiedy dopiero co upadłaś, idąc z Tatusiem na próbę?”  A ukochany Tatuś był wówczas ważną osobą, bo reżyserem sztuki „Symche Szmul na wojnie”. Ale i „aktorka” musiała niebawem sprostać nielada zadaniu. Pani doktor Zajączkowska oceniała te jej zdolności wyjątkowo wysoko, a bojąc się, by nie szła „tą drogą”, wówczas mającą złą opinię – bardzo uczulała rodziców na jej wybór. Tymczasem wszystkim te obawy, zaostrzenia i bojaźnie pani doktor zostały „zamknięte” w starej szafie, która zdawała się być niezdobytą fortecą, do której z czasem dołączały się różne precjoza: złote zęby Mamusi, jej piękny naszyjnik z niebieskimi kamieniami i szereg innych „skarbów”. Naszyjnik był wyjątkowo nieroztropnym prezentem męża jak na owe czasy. A czasy niebawem okazały się dotkliwe, bo cała zawartość szafy została zawłaszczona przez Żydów idących przez nasze podwórze na stracenie, a mających nadzieję, że te „skarby” nasze pomogą im w przekupieniu złoczyńców.

Takim to smętnym akcentem kończy się opowieść o dziecku, które wtedy przerosła rzeczywistość. Nie mogło ono przypuszczać, że losy ludzkie bywają nieprzewidywalne.

            Pewnego razu ten los chciał, by Matka, przechodząc obok Teatru im. Słowackiego w Krakowie, usłyszała dźwięki muzyki Haliny Czerny – Stefańskiej. Oczarowana, dała się pociągnąć marzeniom i wyobraźni. I oto w teatrze „stanęli” przed nią dwaj panowie, którzy stali się pomostem do całkiem nieodległej jej przyszłości, bo ja z czasem, już jako dorosła osoba – Krakowianka – siadywałam często na Plantach w obecności moich późniejszych kolegów. Pewnego razu jeden z nich, stojący wraz ze mną przed tzw. gołębnikiem, gdzie miewaliśmy wykłady, orzekł, że jestem „obca klasowo”. Kolega ten o inicjałach F.K. spowodował, że nie mogłam wówczas kontynuować studiów. Dopiero  profesor Stanisław Pigoń obronił mnie swoim autorytetem, wykazując, że  u Niego z historii literatury polskiej otrzymałam ocenę „dobry”.

            Dużo, dużo później, siadając na Plantach wraz z moimi przyjaciółmi, nie mogłam uwierzyć, że jestem znowu studentką. Radośnie przemierzałam Floriańską i Rynek Główny w towarzystwie swojej przyjaciółki Reni i odpowiadałam z uśmiechem na pozdrowienia naszych znajomych.

            Nie na tym jednak kończą się moje dzieje. Dalszy ciąg wiąże się z miejscem zamieszkania, a była to kamienica pp. Korneckich przy ulicy Loretańskiej, w której dawno temu mieszkała Rachela  z „Wesela”. 


Godło RP